Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Zapachowo #4, Yankee Candle, Festive Cocktail

Dziś po dość długiej przerwie kolejny post z serii zapachowej (jeśli ciekawią Was inne woski, to moje poprzednie wpisy znajdziecie TUTAJ). Jak zwykle to u mnie bywa, zaczyna się sezon zimowy, to i woski częściej są odpalane. :) Tym razem opiszę Wam nowy wosk Yankee Candle z kolekcji Q4 Winter 2016.


Festive Cocktail na sucho pachnie owocowo, kwaskowo, strzelałam, że to może być żurawina. Później przeczytałam opis w Internecie: "o zapachu tarty wypełnionej górskimi jagodami otoczonej aromatem sosnowych gałązek".

Tarta jest koloru czerwonego, na naklejce widnieje drink z gałązką i jakimś owocem.
Klasycznie, do kominka włożyłam ok. 1/5 wosku, resztę trzymam w torebce strunowej.


Po odpaleniu bardzo szybko uwalnia się zapach, nadal jest kwaskowość, teraz faktycznie bardziej wyczuwałam jagody (albo to tylko kwestia tego, że o tym wcześniej przeczytałam :P), jednak połączone z innym owocem, chyba pozostanę przy tej żurawinie. Za to nic z sosny nie czułam, co dla mnie jest plusem, bo nie przepadam za takimi zapachami. Zapach szybko "wyszedł" z mojego pokoju dalej na mieszkanie, a mój brat stwierdził, że pachnie cytrusami.

Co ciekawe i trochę zadziwiające, że po ok. 2 godzinach palenia, jakby te wszystkie olejki eteryczne się wypaliły i wosk nawet zaczął lekko śmierdzieć? Jakoś wcześniej tego nie doświadczyłam, także nie wiem... Mieliście tak kiedyś?

Podsumowując, zapach Festive Cocktail przypadł mi do gustu, gdyż lubię takie owocowe, lekko kwaśne nuty. Szkoda tylko, że zapach się dość szybko wypala.
Znacie ten wosk? Czuliście te sosnowe nuty?

niedziela, 15 listopada 2015

Zapachowo #3, Yankee Candle, Red Raspberry & Pink Grapefruit

Dzisiaj po dłuższej przerwie zapraszam na kolejny post z serii zapachowej. Poprzednie posty z tej serii - TUTAJ. A dziś opiszę Wam woski Yankee Candle z walentynkowej kolekcji na ten rok.


Na początek wosk Red Raspberry.
Tarta jest koloru czerwonego, na etykietce widnieje słoik z konfiturą malinową i trochę świeżych malin, aż chciałoby się zjeść. ;)

Na sucho wosk pachnie słodko, malinowo, ale nieco sztucznie, tak cukierkowo. Po oderwaniu tylnej etykietki jeszcze czuć migdałowe nuty! To mnie lekko zdziwiło, bo zupełnie się tego nie spodziewałam, więc odpalamy, ciekawe czy dalej będzie to samo wyczuwalne.


Po rozpaleniu mamy słodki zapach, owocowy, gdybym nie znała nazwy to raczej sama bym nie zgadła, że to malina. Niestety migdałowych nut już nie wyczuwam.
Odpaliłam ok. 1/5 wosku a zapach szybko się rozprzestrzenił w moim pokoju, jest dość mocny.

Teraz przejdę do opisania kolejnego wosku - Pink Grapefruit.
Jak wiecie lubię cytrusowe zapachy, więc nie mogłam się nie skusić na tego grejpfruta.


Tarta jest koloru jasnoróżowego, na etykietce widnieje grejpfrut, całość ładnie się zgrywa.
Na sucho wosk pachnie faktycznie grejpfrutowo, gorzkawo, ale niestety kiblowo.


Po odpaleniu nadal właściwie takie same nuty, grejpfrut, ale sztuczny i kojarzący się ze środkami czystości, nawet mój brat stwierdził, że pachnie kiblowo. :(


Podsumowując, z tych dwóch polecam Red Raspberry. Szczególnie jeśli lubicie takie owocowe i słodsze nuty, to powinien Wam przypaść do gustu. Natomiast grejpfuta omijajcie, no chyba, że chcecie sobie odpalić wosk w łazience. :)

wtorek, 17 lutego 2015

Zapachowo #2, Yankee Candle, Aloe Water

Dziś nadszedł czas na kolejny wpis z serii zapachowej (poprzedni TUTAJ). Opiszę Wam stosunkowo nowy wosk z Yankee Candle, z kolekcji Q1 na ten rok - Aloe water. Kupiłam go w ciemno po recenzjach na Waszych blogach, zaciekawiło mnie to czy faktycznie pachnie arbuzem.


Tarta jest koloru jasno-zielono-niebieskiego, taka trochę miętowa, widziałabym ten kolor na swoich paznokciach. :)

Zapach na sucho naprawdę jest arbuzowy! Ale nie jak prawdziwy arbuz, tylko kiedyś były takie gumy do żucia w kształcie arbuza - o TAKIE, kojarzycie? I nawet na sucho zapach jest mocny, zanim go odpaliłam to trochę leżał na stoliku w moim pokoju i czuć było ten zapach.


Po odpaleniu w sumie nadal to samo, nie mamy tutaj żadnych ukrytych nut, ciągle jest to arbuzowa guma (i wspomnienia dzieciństwa z tym związane!). Zapach świeży, nawet kwaskowy, szczególnie jeśli powąchamy blisko kominka. Odpaliłam ok. 1/5 wosku a zapach szybko rozprzestrzenił się na mój pokój i "wyszedł" na inne pomieszczenia.

Podsumowując, mnie ten zapach się spodobał. Jeśli lubicie świeże nuty to warto się skusić, a jeśli pamiętacie te gumy w kształcie arbuza i lubiliście je żuć to ten wosk jest stworzony dla Was i musicie go kupić!

sobota, 27 grudnia 2014

Zapachowo #1, Yankee Candle, Wild Fig & Cranberry Pear

Witajcie po świętach! Jak się czujecie, przejedzeni?
Dziś w ramach relaksu mam dla Was zapachowy post. Postanowiłam rozpocząć serię z opisywaniem zapachów i co jakiś czas dodawać takie wpisy, ponieważ mam sporo wosków i chciałabym Wam je sukcesywnie opisywać.

Na początek dwa zapachy Yankee Candle z kolekcji Q3 na ten rok - Wild Fig oraz Cranberry Pear.


Wosk Wild Fig jest koloru ciemnofioletowego. Na naklejce widzimy fioletowe figi, aż ma się ochotę je zjeść, mnie kojarzą się z wakacjami w Gruzji, gdzie właśnie jadłam te owoce.


W opakowaniu nie czuć było nic nadzwyczajnego, lekka słodycz, więc trochę się zasmuciłam. Natomiast po odpaleniu to zupełnie coś innego! Owocowy zapach, bardziej bym powiedziała, że wiśniowo-winogronowy, trochę kojarzy mi się z winem. Później dochodzą także słodkie nuty, jakby ze smaku figi niż jej zapachu (kto jadł dojrzałe figi ten wie jakie są słodziutkie).
Mój brat jak przyszedł do domu to pierwsze co usłyszałam - "co to za karmel?", na moje WTF odpowiedział "no taki najpierw słodki a potem kwaśny, co to jest?" - ja: figa, - "a no właśnie".


Bardzo mi się ten zapach spodobał, na jesień i zimę idealny. Jest dość intensywny, cały mój pokój nim pachniał i jeszcze przedpokój i nawet trochę kuchnia (a odpaliłam ok. 1/6 tarty). Ale jak siedzę w pokoju to raczej go nie czuję, dopiero jak wyjdę i wejdę z powrotem, chociaż tak mam praktycznie z każdym woskiem - też tak macie?

Teraz czas na kolejny zapach - Cranberry Pear. Wosk jest koloru czerwonego. Na naklejce widzimy gruszkę oblaną czerwonym, żurawinowym syropem. A jak zapachowo?


W opakowaniu czuć lekką kwaskowość. Po odpaleniu nadal na głównym miejscu kwaśny zapach, właściwie to nic słodkiego tutaj nie wyczuwam. Szczerze to nie kojarzy mi się to ani z gruszką ani z żurawiną, raczej bardziej z porzeczką. Co nie zmienia faktu, że mi się ten zapach podoba! Karolina twierdzi, że jej ten zapach kojarzy się z gumą do żucia. Muszę przyznać, że faktycznie coś z tego może mieć. Taka nuta jak właśnie w owocowych, kwaskowych, orzeźwiających gumach.


Wosk jest dość intensywny, odpaliłam ok. 1/5 tarty i cały mój pokój nim pachniał. Czuć nawet jak siedzę w pokoju! Na drugi dzień, gdy odpaliłam ten sam kawałek wosku (zawsze tak robię), to nadal był intensywny, jednak tym razem czułam bardziej słodkawe nuty i jeszcze bardziej gumę do żucia.

A Wy lubicie kwaskowe, owocowe zapachy, czy raczej preferujecie słodkie? Znacie te dwa wyżej wspomniane, czy dopiero czujecie się skuszeni?
Co w ogóle sądzicie o zapachowej serii na moim blogu, będziecie chętnie czytać? :)

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...