czwartek, 18 lutego 2016

Moyra, Sea Salt, nr 881 Pearl Drop

Dziś pokażę Wam lakier węgierskiej firmy, który zamówiłam na stronie nailland.hu, mianowicie Moyra Pearl Drop, należący do kolekcji Sea Salt.



Pędzelek lakieru jest średniej grubości, równo ścięty.
Konsystencja w sam raz, lakier wygodnie się nakłada bez zalewania skórek.


Pearl Drop to biała baza z zatopionymi białymi drobinkami "soli". Do pełnego krycia potrzebne są 3 warstwy i tyle widzicie na zdjęciach, aczkolwiek dwie wcale nie wyglądały gorzej, a mam wrażenie, że dołożenie trzeciej dało bardziej efekt "kanapki" zmniejszając lekko widoczność drobinek.

Pierwsze zdjęcia robiłam w sztucznym świetle, tu możecie zobaczyć sam lakier, bez użycia topcoatu. Paznokcie były nawet gładkie, ale ja jak zwykle malowałam przed spaniem więc użyłam topu żeby przyspieszyć wysychanie.

Kolejne zdjęcia już w świetle dziennym, po nałożeniu na wierzch warstwy topu Seche Vite.






Jak Wam się podoba taki efekt soli? Lubicie białe paznokcie?

sobota, 13 lutego 2016

Stemplowe róże walentynkowe z płytką BP-73

Dziś pokażę Wam, jakie w tym roku przygotowałam sobie paznokcie na walentynki. Nie chciało mi się bawić w odręczne rysowanie wzorków, więc poszłam na łatwiznę i sięgnęłam po stemple.
Moje walentynkowe zdobienia z poprzednich lat możecie zobaczyć tutaj: 2013 - KLIK, 2014 - KLIK, 2015 - KLIK.


Na początek pomalowałam paznokcie białym lakierem Moyra Sea Salt Pearl Drop (pokażę go samego w osobnym poście). Następnie sięgnęłam po płytkę z Born Pretty Store BP-73 i czerwonym lakierem Golden Rose Rich Color 21 stemplowałam róże. Na koniec na wierzch warstwa topu Seche Vite.








Jak Wam się podobają takie różyczki na białym tle? A jak zamierzacie spędzić walentynki? Ja tak jak każdą inną niedzielę - będę siedzieć w domu i leniuchować. :)

wtorek, 9 lutego 2016

Maybelline, Lash Sensational, tusz do rzęs

Dziś opiszę Wam tusz do rzęs z Maybelline, który stosunkowo niedawno pojawił się w sprzedaży, więc jeśli ktoś jeszcze zastanawia się nad zakupem, to może moja recenzja go przekona.


Tusz znajduje się w opakowaniu w kształcie typowym dla Maybelline. Kolor opakowania to taki zgaszony róż, do tego czarne napisy, przez co całość elegancko się prezentuje.


Producent chwali się specjalnie zaprojektowaną szczoteczką, która ma rozdzielać rzęsy i zwiększać ich objętość. Jest plastikowa (silikonowa?), łukowato wygięta, z jednej strony ma trochę dłuższe wypustki niż z drugiej. Mnie przypadła do gustu i bardzo wygodnie mi się nią maluje rzęsy, zarówno górne, jak i na dolnej powiece.


Po otwarciu tusz był trochę zbyt mokry, dlatego po pierwszym użyciu dałam mu "poleżakować" jakieś dwa tygodnie. Po tym czasie jak go użyłam to efekt wow! Tusz świetnie wydłuża rzęsy, rozdziela, faktycznie dając piękny wachlarz. Do tego ładna czerń, podkręcenie rzęs, przez co czasem wyglądają prawie jak sztuczne. Ja go nakładam tak, że najpierw używam wklęsłej strony szczoteczki, a na koniec kilka razy przeciągam wypukłą stroną, która jeszcze bardziej wydłuża. I to wszystko po 1 warstwie!

na górze "gołe" rzęsy, na dole pomalowane

Tusz utrzymuje się na rzęsach cały dzień, nic się nie kruszy i nie rozmazuje.
Natomiast jeśli chodzi o demakijaż, to bezproblemowo zmywam go żelem micelarnym lub mleczkiem.




Podsumowując, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ten tusz! Wydłuża, dodaje objętości, podkręca, ma bardzo fajną szczoteczkę, która także super się sprawdza do dolnych rzęs. Lash Sensational stał się moim ulubieńcem jeśli chodzi o tusze ze stajni Maybelline. Zdecydowanie polecam wypróbować! W Rossmannie kosztuje ok. 35 zł, ale często bywa w promocji, także polujcie. :)

sobota, 6 lutego 2016

Hybrydowe paznokcie krok po kroku z NeoNail 4629-1 Romantic Rose & syrenka w pędzelku 4818-1 Mystic Mermaid

Dziś opiszę Wam jak przebiegał mój pierwszy raz z hybrydami. Sama pewnie bym się nie skusiła, ale dostałam zestaw z NeoNail podczas konferencji Meet Beauty (relacja TUTAJ), więc w końcu trzeba było go wypróbować.




Dostałam kolorowy lakier nr 4629-1 Romantic Rose oraz syrenkę w pędzelku (tak, jest taki patent!) 4818-1 Mystic Mermaid.

W zestawie znalazła się instrukcja mówiąca o tym, jak krok po kroku robić hybrydy. Wszystko zostało jasno wytłumaczone. Podobnie jeśli chodzi o ściąganie.


Ale po kolei pokażę Wam swoją instrukcję wraz ze zdjęciami.





1. Na początek zaczynamy od "zeszlifowania" płytki paznokciowej, mnie posłużył do tego pilnik 100/180.








2. Następnie usuwamy resztki pyłku i odtłuszczamy płytkę Cleanerem. Najlepiej użyć do tego zadania wacika bezpyłkowego.








3. Kolejnym krokiem jest nałożenie bazy - Hard Base. Konsystencję ma raczej w stronę rzadszej, więc należy uważać aby nie nałożyć za dużo. Utwardzamy w lampce LED 9W przez 60 sekund.





4. Następnie przechodzimy do lakieru kolorowego. Uwaga, nie przemywamy teraz płytki! Nakładamy warstwę koloru (konsystencja gęstsza niż w przypadku bazy), utwardzamy, dodajemy drugą (potrzebna do pełnego krycia) i znów utwardzamy.




BTW, czy ta mini lampka nie jest urocza? Idealna na domowe warunki. Tylko kciuki trzeba robić osobno, bo na raz wchodzą tylko 4 palce.

5. Kolejno nakładamy top - Hard Top. Lub jeszcze wcześniej tak jak ja na kilka paznokci syrenkę w pędzelku, oczywiście potem ją utwardzając.

6. Na sam koniec zostało nam przemycie paznokci Cleanerem i to tyle. Hybrydowe paznokcie gotowe! Najlepsze w tym jest to, że potem od razu można kłaść się spać czy robić inne rzeczy bez obaw o odciski.



Pędzelki lakierów NeoNail są średniej grubości, równo ścięte.

Teraz pokażę Wam Romantic Rose i syrenkę w świetle lampki. Mystic Mermaid ładnie się mieni na srebrno-zielono. Plus za to, że nie musimy się babrać w pyłku, ale trzeba uważać żeby nie nałożyć na dużo, bo wtedy może lekko zabielić nasz bazowy kolor. Tak mi się stało na serdecznym lewej dłoni.


Kolejne zdjęcia już w świetle dziennym.






Natomiast jeśli chodzi o trwałość to jest bardzo dobra. Po 13 dniach noszenia - żadnych startych końcówek, tylko widać odrost. Dlatego postanowiłam je po tym czasie zdjąć.


Ściąganie hybryd zaczynamy od przygotowania sobie wacików (ja używam zwykłych, jedną sztukę tnę na 4 części), 10 kawałków folii aluminiowej, acetonu, drewnianego patyczka/kopytka oraz pilnika.

Na początek musimy spiłować wierzchnią warstwę lakieru na paznokciach - u mnie znów pilnik 100/180.
Potem każdy kawałek wacika nasączamy acetonem, przykładamy do paznokcia i ciasno zawijamy w folię aluminiową.
Czekamy jakieś 7-10 minut.


Po tym czasie zdejmujemy zawiniątka, bierzemy drewniany patyczek lub kopytko i od strony skórek podważamy - lakier powinien lekko zejść całym płatem.


Tak się prezentują paznokcie po ściągnięciu hybryd, jak widzicie nic złego się z nimi nie stało:


Na koniec jeszcze sobie wypolerowałam paznokcie i w celu odżywienia nałożyłam olejek:



Mimo, że post wyszedł długi, tak naprawdę proces robienia hybrydowych paznokci wcale nie jest dużo dłuższy niż w przypadku tradycyjnego lakieru. A pięknymi paznokciami bez żadnych ubytków możemy się cieszyć przez długi czas. Ja chętnie sobie kupię jeszcze kilka kolorów z NeoNail.

A Wy lubicie hybrydy? Robicie same, czy chodzicie do manikiurzystki?

wtorek, 2 lutego 2016

Zużycia grudniowo-styczniowe

Dziś jak zwykle z początkiem miesiąca pokażę Wam zużycia, jednak tym razem z ostatnich dwóch miesięcy, gdyż w styczniu taki post się nie pojawił. Także nie myślcie, że taka ilość to tylko z jednego miesiąca. :)




1.  Babydream, szampon ułatwiający rozczesywanie

Szampon dla dzieci z Rossmanna, który zawsze u mnie gości. Używam go do mycia pędzli, a także tradycyjnie do mycia włosów i w obu przypadkach dobrze się sprawdza. Nie zauważyłam różnic w przypadku tej wersji ułatwiającej rozczesywanie, a zwykłej.







2. Herbapol, szampon do włosów tłustych z mydlnicą

Tego już używałam tylko do mycia włosów, liczyłam na zmniejszenie przetłuszczania, ale się przeliczyłam. W każdym razie nie zwiększał go i nie obciążał włosów, także to na plus.








3. Garnier, Ultra Doux, odżywka do włosów morela i olejek migdałowy

Odżywka przeznaczona do włosów z tendencją do przesuszania. Dobrze się sprawdzała, ułatwiała rozczesywanie, wygładzała i nie obciążała. Aczkolwiek z Garniera chyba lepiej się u mnie sprawdza wersja Oleo repair.





4. Le Petit Marseillais, żel pod prysznic werbena i cytryna

Przecudny zapach! To chyba najważniejsza rzecz, na którą zwracam uwagę kupując żel pod prysznic. Czy ktoś ma inaczej?
Wydajność żelu bardzo dobra, starczył mi na długo.

Pełna recenzja --> TUTAJ






5. Lirene, antycellulitowy żel pod prysznic

Lubię go i czasem do niego wracam ze względu na zapach - pomarańczowy, orzeźwiający. Oczywiście inne rzeczy jak antycellulitowe działanie czy ujędrnianie można włożyć między bajki. A szkoda, fajnie by było, jak byśmy mogli wyjść spod prysznica ujędrnieni. ;)







6. Avon, Solutions, Cellu Break, serum antycellulitowe 

Czasami, podczas promocji w katalogu, kupuję to serum. Działanie ma niezłe, wygładza i lekko ujędrnia. Żadnego chłodzenia czy grzania, co dla mnie in plus.

Pełna recenzja --> TUTAJ





7. Nivea, żel do mycia twarzy

Bardzo dobry żel, zmywał cały makijaż twarzy, nie wysuszał, nie było po nim uczucia 'ściągnięcia' ani żadnych innych nieprzyjemności.








8. Rexona, Aloe Vera, antyperspirant

Mój ulubiony antyperspirant, zawsze kupuję spraye z Rexony, zmieniając tylko zapachy, ale najczęściej wybieram właśnie Aloe vera.

Pełna recenzja --> TUTAJ








9. Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu

Kto śledzi mojego bloga to wie, że dwufazówka też przewija się często w moich zużyciach. Używam jej do mycia pędzelka po użyciu żelowego eyelinera i do tego celu sprawdza się idealnie.







10. Cleanic, płatki kosmetyczne

Skoro już mowa o demakijażu, to niezbędne są do tego płatki kosmetyczne. Tym razem akurat Cleanic, często bywają w dobrej cenie i np. 3-paku to wtedy je kupuję, aczkolwiek nie należą do moich ulubionych - wolę te z Lidla.








11. Sylveco, pomadka z peelingiem

Świetna rzecz! Brawa dla tego, kto ją wymyślił! :) Nie dość, że pomadka dobrze nawilża, to jeszcze zawiera małe drobinki, które dodatkowo lekko peelingują usta. Używałam jej codziennie na noc i zawsze potem miałam gładkie i miękkie usta.




12. Avon, korektor w sztyfcie 'Idealna cera'

Miałam go od bardzo dawna, więc nie wiem, czy aktualnie występuje taka sama wersja w katalogu. Kremowy, dosyć ciężki korektor. Używałam go przeważnie na naczynka na płatkach nosa, dobrze je zakrywał. Czasem zdarzyło mi się go użyć pod oczy i tu też nieźle się sprawdzał. Także jak go znajdziecie w jakiejś promocji to polecam wypróbować.




13. Kobo, Ideal Volume, tusz do rzęs

Pierwszy plus za prostą, silikonową szczoteczkę. Drugi plus za dobrą konsystencję, od razu da się go używać beż żadnego 'leżakowania'. No i trzeci plus - efekty! Świetnie wydłużał rzęsy, rozdzielał, podkreślał każdą z osobna, dzięki czemu uzyskujemy ten efekt objętości. Starczył mi na jakieś 3 miesiące, więc przeciętny wynik jeśli chodzi o wydajność.




14. Rimmel, Stay Matte, puder matujący

I na koniec zostawiłam mojego ulubieńca - puder matujący. Posiadam (czas teraźniejszy, bo podczas promo w Rossmannie oczywiście dokupiłam kolejną sztukę) odcień Transparent, który bardzo dobrze zgrywa się z twarzą. Matuje na bardzo długi czas, nie wyglądając przy tym sztucznie. Polecam!









I to tyle jeśli chodzi o zużycia z grudnia i stycznia. Cieszę się, że w tym zestawieniu znalazło się także trochę kolorówki, bo wiecie, że z nią to opornie idzie. :)
Znacie coś z tych produktów?

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...