wtorek, 24 listopada 2015

Evree, home spa, złuszczający peeling do stóp i regenerująca maseczka do stóp

Dziś opiszę Wam duet do stóp Evree z serii home spa lawendowa kuracja. Saszetkę kupiłam w Rossmanie za ok. 2 zł. Z jednej strony zawiera peeling do stóp a z drugiej maseczkę.


Pewnego wieczora usiadłam sobie wygodnie i rozpoczęłam domowe spa dla stóp. Najpierw wymoczyłam stopy w misce z wodą. Wytarłam je ręcznikiem i takie na takie zmiękczone stopy nałożyłam peeling. Dobrze się rozsmarowywał, konsystencja kremowa zawierająca w sobie dużo ścierających drobinek.


Drobinki są ostre i dobrze ścierają. Chyba ten peeling można kupić oddzielnie w jakichś tubkach, co akurat dobrze się składa, bo to naprawdę jeden z lepszych peelingów do stóp jakich używałam.
Po około dwuminutowym masażu opłukałam stopy i przystąpiłam do nakładania maseczki.


Konsystencja maseczki jest lekka, tłustawa. Niewielka ilość wystarczy do posmarowaniu obu stóp, przez co saszetka wystarczyła na 2 użycia.


Po posmarowaniu na stopach zostaje tłusta warstwa, ale spodziewałam się tego, w końcu to "maseczka". Usiadłam więc sobie wygodnie oglądając film. Nie musiałam długo czekać, bo krem wchłonął się po około 10 minutach, zostawiając stopy idealnie gładkie, miękkie i nawilżone. Nawet następnego dnia na wieczór nie czułam potrzeby używania kremu do stopy, ponieważ były one nadał miękkie i gładkie.


Zapach w przypadku obu produktów jest lawendowy, nawet mi się podobał mimo, że raczej za lawendą nie przepadam. Faktycznie można powiedzieć, że jest taki odświeżający i relaksujący.


Podsumowując, polubiłam tę saszetkę i pewnie będę do niej co jakiś czas wracać, albo skuszę się na duże opakowanie samego peelingu.
A Wy znacie produkty do stóp Evree?

piątek, 20 listopada 2015

Color Club, 865 Ultra Violet

Dziś pokażę Wam kolejny lakier ze starej kolekcji Electro Candy na 2009 rok, ale ciągle można go kupić w różnych sklepach internetowych, a ja swój egzemplarz kupiłam za 10 zł na targach. Poprzednio pokazywałam żółty Volt of Light, a dzisiaj zapraszam na Ultra Violet.




Pędzelek klasyczny, cienki, równo ścięty.


Konsystencja w sam raz, może ciut w stronę rzadszej niż gęstszej.
Krycie natomiast dość słabe, u mnie widzicie 2 grube warstwy (można dać 3 cieńsze), ale i tak pod światło było widać prześwitujące końcówki. Na wierzchu mam warstwę top coatu Sally Hansen Miracle Gel.


Za to kolor Ultra Violet jest super! Trudno go uchwycić na zdjęciach, ale jest to ciepły fiolet z mnóstwem niebieskich drobinek, które tworzą fajną poświatę. Z daleka widać jak lakier ładnie błyszczy.





Podsumowując, mnie lakier ujął tą niebieską poświatą (na żywo to widać zdecydowanie lepiej!).
A Wy co o nim sądzicie?

niedziela, 15 listopada 2015

Zapachowo #3, Yankee Candle, Red Raspberry & Pink Grapefruit

Dzisiaj po dłuższej przerwie zapraszam na kolejny post z serii zapachowej. Poprzednie posty z tej serii - TUTAJ. A dziś opiszę Wam woski Yankee Candle z walentynkowej kolekcji na ten rok.


Na początek wosk Red Raspberry.
Tarta jest koloru czerwonego, na etykietce widnieje słoik z konfiturą malinową i trochę świeżych malin, aż chciałoby się zjeść. ;)

Na sucho wosk pachnie słodko, malinowo, ale nieco sztucznie, tak cukierkowo. Po oderwaniu tylnej etykietki jeszcze czuć migdałowe nuty! To mnie lekko zdziwiło, bo zupełnie się tego nie spodziewałam, więc odpalamy, ciekawe czy dalej będzie to samo wyczuwalne.


Po rozpaleniu mamy słodki zapach, owocowy, gdybym nie znała nazwy to raczej sama bym nie zgadła, że to malina. Niestety migdałowych nut już nie wyczuwam.
Odpaliłam ok. 1/5 wosku a zapach szybko się rozprzestrzenił w moim pokoju, jest dość mocny.

Teraz przejdę do opisania kolejnego wosku - Pink Grapefruit.
Jak wiecie lubię cytrusowe zapachy, więc nie mogłam się nie skusić na tego grejpfruta.


Tarta jest koloru jasnoróżowego, na etykietce widnieje grejpfrut, całość ładnie się zgrywa.
Na sucho wosk pachnie faktycznie grejpfrutowo, gorzkawo, ale niestety kiblowo.


Po odpaleniu nadal właściwie takie same nuty, grejpfrut, ale sztuczny i kojarzący się ze środkami czystości, nawet mój brat stwierdził, że pachnie kiblowo. :(


Podsumowując, z tych dwóch polecam Red Raspberry. Szczególnie jeśli lubicie takie owocowe i słodsze nuty, to powinien Wam przypaść do gustu. Natomiast grejpfuta omijajcie, no chyba, że chcecie sobie odpalić wosk w łazience. :)

czwartek, 12 listopada 2015

Sweet Moments, czyli Jesienne spotkanie blogerek

Niecały miesiąc temu miałam przyjemność wziąć udział w Jesiennym Spotkaniu Blogerek (a właściwie to blogerów, ze względu na jednego rodzynka ;)), które organizowała Dominika.


Spotkanie odbyło się w Cukierni Sweet Moments. Od razu spodobało mi się to miejsce - przytulny lokal, duży wybór domowych ciast, ciasteczek, lodów, pyszne kawy, a wszystko w przystępnych cenach. Ja tamtego dnia wybrałam sobie pyszny dyniowy sernik na spodzie brownie i z polewą z białej czekolady, mniam! Do tego kawa latte. Polecam, ja na pewno wybiorę się jeszcze nie raz do tej kawiarni.


Oczywiście oprócz jedzenia słodkości i plotkowania była także część merytoryczna. Konsultantka Mary Kay opisała nam i pokazała na każdym zabieg Satynowe Dłonie. Przebiega on trzyetapowo - na początek nakładamy na dłonie krem zmiękczający, następnie używamy peelingu brzoskwiniowego, zmywamy go, a na koniec używamy kremu regenerującego, który zapewni nawilżenie naszym dłoniom na długi czas.


Ktoś chciał mógł także oddać się w ręce Pani w celu wykonania makijażu i doboru odpowiednich kosmetyków.

fot. by Ewa i mistrz drugiego planu ;)

Teraz zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć autorstwa MargoFoto:







Upominki:


Sponsorzy spotkania:
Modotikon
Akatja
Paese
Felicea
Bell
Beer Fingers

wtorek, 10 listopada 2015

Golden Rose Prodigy Gel Duo, Podwójny żel do paznokci, nr 18

Jakiś czas temu dostałam od firmy Golden Rose paczuszkę z nowościami (pokazywałam TUTAJ). Wcześniej opisywałam Wam brokatowe tusze do kresek (KLIK), a dziś zapraszam na recenzję lakierów dających efekt żelowych paznokci.


W zestawie znajduje się lakier kolorowy (Gel Colour) oraz top coat (Gel Top Coat), oba o pojemności 10,7 ml.
Całość przypomina mi podobne lakiery z Sally Hansen (opisywane TUTAJ).
Do wyboru jest dużo kolorów, natomiast szkoda, że nie ma możliwości dokupienia samego kolorowego lakieru, bez topu.

Informacje od producenta:
"Prodigy Gel Duo to produkt, który daje efekt żelowych i błyszczących paznokci niczym z salonu kosmetycznego. Wyróżnia się prostą aplikacją, dzięki której można bardzo szybko stworzyć profesjonalnie wyglądający manicure.
Produkt utrzymuje się na paznokciach aż do 7 dni, a jego usuwanie jest bardzo łatwe i nie wymaga użycia acetonu.
Aby otrzymać efekt żelowych paznokci nie trzeba stosować lampy UV oraz dodatkowych utwardzaczy.
"



Pędzelki lakierów są średniej grubości, równo ścięte.

Konsystencja lakieru kolorowego w sam raz, nie za gęsta. 2 warstwy dobrze kryją (aczkolwiek nie jest to krycie stuprocentowe) i tyle widzicie na zdjęciach.

Top Coat ma nieco rzadszą konsystencję. Nadaje paznokciom piękny połysk i bardzo szybko wysycha. Spodziewałam się raczej dłuższego schnięcia a tu proszę, sprawdza się tak jak przyspieszacze wysychania. Można go używać jako top na inne lakiery, nie tylko Prodigy.


Kolor 18 to ciemna czerwień, odcień dość elegancki i pasujący do każdej okazji. Ja czerwienie rzadko noszę na paznokciach, ale w tej czułam się bardzo dobrze.



Jeśli chodzi o trwałość, to dopiero 5 dnia zauważyłam leciutko starte końcówki, a 6 dnia pojawiły się malutkie odpryski na dwóch paznokciach. Czyli jest dobrze, ale u mnie większość lakierów ma taką trwałość.






Jak Wam się podoba ta czerwień?
Zestaw możecie kupić na stronie Golden Rose za 22,90 zł. Warto wypróbować, bo może u i Was okażą się trwałe.

piątek, 6 listopada 2015

Nowości październikowe

I jak zwykle po pokazaniu zużyć z poprzedniego miesiąca (KLIK), dziś czas pokazać nowości z października. Akurat dość skromnie było w tamtym miesiącu, niewiele wydałam, w tym pewnie będzie więcej, bo promocje w Rossmannie. :)

Na początek moje skromne zakupy z targów Beauty Forum, co prawda targi odbyły się we wrześniu, ale dopiero w październiku odebrałam swoją część od RedHead (w sumie dzięki temu, że sama nie mogłam się wybrać to trochę przyoszczędziłam :D):


Orly Key Lime Twist (26 zł), zmywacz Eurofashion o zapachu mango (12,08 zł), Color Club Hot Hot Hot Pants(13,59 zł).
Dodatkowo poniżej pokazuję Wam płytkę Blueberry 01, którą też odebrałam od Magdy ze wspólnego zamówienia.


Moja wygrana w konkursie instagramowym Wakacje z Orly:


Mini set Orly Brights oraz peeling Rich Renewal.

W ramach współpracy z Klubem Elfa Pharm dostała do testów nowości:


Płyn micelarny 3w1 z aloesem i bławatkiem oraz żel micelarny 3w1 bławatek-pantenol, recenzja już się pojawiła - TUTAJ.

Następinie paczuszka do testów z Golden Rose:


Lakier + top coat Prodigy Gel Duo (recenzja pojawi się w przyszłym tygodniu), dające efekt żelowych paznokci bez lampy (coś a'la Sally Hansen Miracle Gel) oraz brokatowe tusze do kresek - już opisywałam - KLIK.

Tak wszyscy zachwalali nowe szminki w kredce z Golden Rose, że i ja się skusiłam:


Wybrałam nr 8, kosztowała 15 zł na stoisku przy Metrze Wilanowska. Jak wygląda na ustach mogliście już zobaczyć na moim instagramie - TUTAJ. Oczywiście szczegółowa recenzja także się pojawi, ale od razu mówię, że i ja dołączam do grona fanek.


I to na tyle jeśli chodzi o październikowe nowości.
Który lakier chcielibyście najpierw obejrzeć?

wtorek, 3 listopada 2015

Zużycia październikowe

Dziś tradycyjnie jak co miesiąc zapraszam na zużycia (no dobra, w ostatnich miesiącach się nie pojawiały, ale teraz wracam do comiesięcznego zestawienia).





Mój ulubiony krem do stóp! Bardzo dobrze nawilża, nie jest zbyt tłusty. Szkoda tylko, że w Polsce produkty Balea nie są dostępne stacjonarnie, no ale od czego mamy sklepy internetowe.

Recenzja --> TUTAJ








2. Garnier, płyn do demakijażu 2w1

Dwufazówka, którą zużyłam do mycia pędzelka po użyciu żelowego eyelinera. Generalnie dwufazowe płyny kupuję tylko po to, bo do demakijażu używam mleczka.










3. Eveline, Slim Extreme 4D Fitness, serum intensywnie wyszczuplające + ujędrniające

Sprawdzało się tak jak wszystkie tego typu produkty z Eveline - nawilżało, wygładzało skórę, może nawet lekko ujędrniało. W tej wersji brak drobinek czy chłodzącego bądź rozgrzewającego działania, co zaliczam do plusów.




4. Pat&Rub, balsam do rąk żurawina i cytryna

Świetny krem do rąk! Wygodne opakowanie z pompką, jedno naciśnięcie wystarczyło żeby nakremować dłonie, także balsam starczył mi na długo. Bardzo dobrze nawilżał dłonie, dość szybko się wchłaniał, no i miał ładny zapach!
5. Rimmel BB krem 9w1

W odcieniu light, był dość jasny, ale może nie aż dla mega bladziochów. Twarz się po nim nie świeciła, dawał ładne wykończenie (aczkolwiek ja i tak używałam jeszcze pudru), zadowalające krycie (jak dla mnie, czyli bardziej wyrównanie kolorytu skóry). SPF25 sprawdził się latem - nie używałam dodatkowych filtrów na twarz i wszystko było git nawet w temperaturach około 40 stopni.
Polecam, ja dokupię kolejną sztukę na promocji w Rossmannie.




6. Avon, SuperExtend Extreme, tusz do rzęs

Bardzo dobry tusz do rzęs, fajnie wydłużał rzęsy, rozdzielał, moje rzęsy i tak długie dzięki odżywce Long4Lashes wyglądały wytuszowane nim jak sztuczne! Starczył mi na około 4 miesiące codziennego używania. Polecam wypróbować, często bywa w promocji w katalogu.


Mój ulubieniec, co tu więcej mówić. Bardzo trwały, ładna czerń.
Koniecznie dokupię ze 2 sztuki na promocji w Rossmannie i Wam też polecam!

Recenzja --> TUTAJ




I to by było na tyle jeśli chodzi o październikowe zużycia. Akurat wpadło sporo kolorówki, ciekawe jak będzie w przyszłym miesiącu.

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...