poniedziałek, 7 października 2013

Zakupy Avon katalog 13/2013

Pozostając jeszcze w temacie zakupowym, pokażę Wam moje zakupy z poprzedniego katalogu Avon.


- Płyn do kąpieli Wanilia i Figa 5,99 zł
- Senses, żel pod prysznic Citrus Burst
- Senses, żel pod prysznic Xtreme - dla brata
- Foot works, nawilżający balsam do stóp z algami - wszystkie 3 powyższe rzeczy w zestawie 15 zł
- Tusz do rzęs Mega Effects 24,99 zł - już go raz użyłam i na razie nie jestem zadolowona
- Ultra Colour szminka w kredce, Risque Rose i Carefree Coral po 10,99 zł
- Precyzyjna konturówka do oczu Always on point Lavender grey 16,99 zł
- Błyszczyk powiększający usta Plumping pearl 13,99 zł
- Zalotka 6,99 zł
- Super Shock eyeliner w słoiczku Shimmering Sapphire 5,99 zł
- Kolczyki Lauderdale 14,99 zł
- Naszyjnik Truskawka 29,99 zł
- próbeczki szminek Ultra Colour

Swatche szminek w kredce:

od góry Risque Rose, Carefree Coral
Tutaj na zdjęciu dobrze nie widać, ale w rzeczywistości naszpikowane są brokatem. :/ Niedługo napiszę o nich coś więcej.

Swatche konturówki Always on point:

Always on point Lavender grey
Tutaj akurat nazwa dobrze oddaje kolor, jest to szarość z fioletowymi tonami, bardzo ładna. Jednak kredki do oczu Avon ma udane.

I jeszcze zoom na kolczyki Lauderdale:


Oraz naszyjnik truskawka:


I to by było na tyle jeśli chodzi o zakupy z poprzedniego miesiąca.
A Wy coś zamawiałyście w tym katalogu Avonu?

piątek, 4 października 2013

Zakupy wrzesień 2013

Ostatnio pokazywałam Wam wrześniowe zużycia, więc teraz pora (co mi się skojarzyło z "pora") pokazać, co mi we wrześniu przybyło.

Na początek, moje pierwsze OPI i Orly, kupione na wyprzedaży blogowej u Mani.

OPI Don't Talk Bach To Me, Orly Melodious Utopia


 Moje pierwsze Essie, kupione na wyprzedaży blogowej u Kamili:

Essie The more the merrier, Sunday Funday, Full steam ahead, P2 Pool Side Party 020 Turquoise Sky i gratisowy L'ambre
Kolejne lakiery, na które od dawna miałam ochotę, a które znalazłam niedaleko siebie na bazarku - mowa o marmurkowych Lemaxach - po 5 zł.


Piaski Misslyn, które podczas promocji w Hebe -40% (w lipcu bodajże) kupiła dla mnie Aalimkaa, a odebrałam je dopiero we wrześniu.


Zamówienie z Allegro, czyli zestaw pędzelków do zdobień (13,20 zł), naklejki wodne (po 2,99 zł), patyczki do odsuwania skórek (1,20 zł) oraz cyrkonie Swarovski (8 zł).


Zamówienie z Flosleku, kiedy było 30 % zniżki na wszystko.


Wybrałam produkty polecane przez Was, czyli krem do rąk i paznokci (5,53 zł), krem do stóp (9,59 zł), balsam delikatnie brązujący (12,46 zł), masło do ciała opuncja i biała herbata (15,82 zł), krem do twarzy nawilżający (10,33 zł), żel arnikowy (6,97 zł), wazelina pomarańczowa (4,69 zł) i korektor antybakteryjny (8,54 zł). Do tego dostałam mnóstwo próbek.

Zamówienie z ladymakeup.pl, przeczytałam na FB, że akurat mieli darmową wysyłkę, także postanowiłam zamówić pędzelek do rozcierania, a przy okazji do koszyka wpadło kilka innych rzeczy.


Wspomniany już pędzelek Hakuro H74 (21,90 zł), piaski Pierre Rene nr 04 i 10 (po 9,49 zł), Essence C&G 133 on my glitter! (6,99 zł), Golden Rose Rich Color nr 35 (6,90 zł), Essence gel eyeliner (11,99 zł), Essence Glossy lipbalm, czyli nowe błyszczyki w tubkach, nr 01 i 05 (po 4,49 zł).  

Woski Yankee Candle (po 6 zł):


Paliłam już November Rain i mi się nie spodobał oraz Lake Sunset - ten zdecydowanie jest ładniejszy.

Zakupy z Rossmanna:


Za pierwszym razem kupiłam mydło kuchenne, pamiętam, że któraś z Was go wychwalała, poza tym  zapas mojego ulubionego mydła mango i pomarańcza oraz piankę do golenia Venus.

Za drugim razem wybrałam się do Rossmanna w związku z promocją -40% na kosmetyki Maybelline:


Kupiłam polecany cień w kremie 35 on and on bronze (14,39 zł) oraz termoaktywne serum Eveline (coś ponad 13 zł) - zostawię je sobie na zimę, wtedy nie trawię chłodzącego działania w tego typu kosmetykach, a rozgrzewającego nigdy nie miałam, także ciekawe jak się sprawdzi.

W Empiku kupiłam sobie farbki akrylowe, 12 sztuk za 22 zł, także już mogę tworzyć cuda na paznokciach :)


W SuperPharm kupiłam lakiery Sally Hansen (po ok. 14 zł), sama wybrałam ten różowy glitter, a drugi kolor wybrał mi brat (pokazałam mu 3 różne, stwierdził - "weź ten czerwony", co też uczyniłam).

Sally Hansen Hard as Nails Xtreme wear 140 Rockstar pink oraz 90 Brick wall
I na koniec co upolowałam na targach Beauty Forum & Spa.

Oczywiście musiałam obejrzeć Essie, a na samym oglądaniu się nie skończyło.

fot. by Ania
Lakiery z kolekcji Naughty Nautical były po 15 zł, reszta lakierów, łącznie z najnowszą jesienną kolekcją For The Twill of It po 22 zł.

Essie Naughty Nautical, Rock The Boat, Watermelon, Cashmere Bathrobe





Lakiery Orly po 20 zł.

Orly Passion Fruit, Quite Contrary Berry
Swoją drogą, może mi ktoś powiedzieć, dlaczego niektóre Orly mają białe nakrętki a inne czarne i w ogóle różne szaty graficzne?

Na stoisku Maestro wybrałam sobie pędzelek 420 r. 8 (10 zł).


I z tym wróciłam do domu, po czym później stwierdziłam, że jeszcze bym coś chciała, dlatego poprosiłam Sylwię o zakup kolejnych lakierów. Dzięki raz jeszcze!

Zoya PixieDust Carter, Flormar Black Dot BD02

No i koniec. Trochę się obkupiłam, prawda?

wtorek, 1 października 2013

Zużycia wrześniowe

Zaczął się kolejny miesiąc, także tradycyjnie pokażę Wam, co udało mi się zużyć w poprzednim. Chyba to moje, jak do tej pory, największe zużycia.







1. Balea, żel pod prysznic Fiji Passionfruit -
bardzo dobry żel (chyba jak każdy tej firmy), dobrze się pieni, a co najważniejsze, ma super zapach. Taki owocowy, egzotyczny. Jeśli jeszcze nigdy nie mieliście żadnego żelu Balea, to polecam wypróbować!













2. Adidas, Vitality, żel pod prysznic z masującymi perełkami -
podoba mi się w nim ta buteleczka i szata graficzna. A poza tym to nic specjalnego. Konsystencja średnio gęsta, zawiera w sobie drobinki, które jednak są niewyczuwalne na ciele. Żel ma dość ładny zapach, taki świeży, z "zielonymi" nutami, jednak mam wrażenie, że na ciele nieco się zmienia i staje się brzydszy - przynajmniej na mój nos. Pieni się raczej kiepsko.
Ogólnie raczej zniechęcił mnie do żeli Adidasa, z resztą cena ok. 10 zł to dość sporo jak na żel. 










3. Gliss Kur, Ultimate Repair, szampon do włosów bardzo zniszczonych
nie mam zniszczonych włosów, jednak kupiłam ten szampon razem z odżywką i mgiełką, ponieważ były w niezłej promocji. Konsystencja szamponu jest średnio gęsta, o perłowym kolorze. Zapach ciekawy, trudno mi go dokładnie określić, ale wyczuwałam w nim jakby karmel. Pieni się bardzo dobrze, nie plącze włosów, nie wzmaga przetłuszczania. Ogólnie przyjemnie mi się go używało. Jednak w składzie zawiera SLS i silikon, co dla niektórych może być minusem.










4. Gliss Kur, Ultimate Repair, odżywka do włosów bardzo zniszczonych - używałam jej w duecie z szamponem (wystarczyła mi na kilka użyć więcej). Dobra konsystencja, nie spływa z włosów. Zapach taki sam jak w przypadku szamponu, utrzymywał się na włosach jeszcze jakiś czas po umyciu. Po wyschnięciu włosy były miękkie, nawilżone i błyszczące, łatwo się rozczesywały.











5. CHI, silk infusion, jedwab do włosów - używałam go po umyciu włosów do zabezpieczania końcówek. Wyciskanie go z buteleczki sprawia trochę problemów (zdecydowanie wolę opakowania z pompką), ale da się to opanować. Po użyciu końcówki są ujarzmione, wygładzone i błyszczące. Jedwab starczył mi na ok. 2 miesiące codziennego używania.













6. Alterra, szampon dodający objętości Papaja i Bambus
kupiłam go kiedyś, zachęcona pozytywnymi recenzjami. Niestety do moich włosów się nie sprawdził. Były po nim jakby obciążone i szybciej się przetłuszczały. Jedynie podobał mi się jego zapach. Ostatecznie zużyłam go do mycia pędzli - tutaj sprawdził się bardzo dobrze.












7. Timotei, Pure, Naturalne Oczyszczenie, szampon do włosów
Pewnie pomyślicie - kolejny szampon? Sama się dziwię, jakoś we wrześniu nastąpiła kumulacja. ;p
Ten szampon akurat bardzo polubiłam, miał super zapach, fajny dozownik, dobre działanie, nie wzmagał przetłuszczania.

Po więcej zapraszam do pełnej recenzji.











8. Lirene, Regeneracja, krem kuracja do rąk - 
bardzo dobry krem, szybko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy, dobrze nawilża i wygładza dłonie.

Po więcej zapraszam do pełnej recenzji.










 9. Lumene, Keep it cool, krem nawilżający redukujący zaczerwienienia
kolejny bardzo dobry krem (tym razem do twarzy), lekki, wydajny, szybko się wchłania, dobrze nawilża i wygładza. Ma dość intensywny zapach, co w zależności czy lubicie perfumy DKNY Be Delicious czy nie, może być plusem lub minusem.

Po więcej zapraszam do pełnej recenzji.











10. Rexona, Aloe vera, antyperspirant
co to dużo mówić, po prostu Rexona to moje ulubione antyperspiranty. Kupuję różne zapachy i każdy super się sprawdza, chronią cały dzień. Polecam.











11. Ziaja, Rebuild, masło do ciała ukierunkowane ujędrnianie, uda, pośladki, biodra, brzuch - całkiem niezłe masło, przyjemny zapach (anyżkowy), szybko się wchłania, nie ma po nim uczucia chłodu (a myślałam, że będzie). Skóra po użyciu jest napięta i lekko ujędrniona. Ogólnie mam pozytywne odczucia i myślę, że jeszcze do niego wrócę i wtedy napiszę pełną recenzję.




12. Gosh, Catchy Eyes, tusz do rzęs
czyli w końcu coś z kolorówki :)
Ostatnimi czasy to mój ulubiony tusz do rzęs!
Świetnie się sprawdza, właściwie wszystkie obietnice producenta zostały spełnione.
Poświęcę mu osobną recenzję.





13. Maybelline, The Rocket Volum' Express
- kolejny tusz do rzęs, jednak gorszy niż ten z Gosha. Niby trochę wydłużał, troszkę pogrubiał, ale ja oczekuję lepszego efektu. No i jeszcze ta wielka szczoteczka - zawsze przez nią miałam ubabraną powiekę.


No i to by było na tyle. Chyba nieźle mi poszło.
Miałyście coś z tych wyżej opisanych rzeczy?


piątek, 27 września 2013

Avon, Nailwear pro+ Divine Lime

Dziś pokażę Wam lakier z Avonu, który kupiłam w poprzednim katalogu i on jako pierwszy wylądował na moich paznokciach. Właściwie to po tym, jak zobaczyłam go u ewlyn wiedziałam, że muszę go sobie zamówić.

w sztucznym świetle


Kolor to limonkowo-trawiasta zieleń, trochę taka "zgniłkowa". Zawiera w sobie drobinki (dużo drobinek), które widoczne są nie tylko w buteleczce, ale i na paznokciu, co mnie bardzo cieszy.

Konsystencja lakieru w sam raz, chociaż bardziej idzie w kierunku rzadszej.
Pędzelek charakterystyczny dla lakierów Avonu, szeroki, równo ścięty.


Jeśli chodzi o krycie, to pierwsza warstwa kryje słabo, druga to ładnie wyrównuje. Jednak na kilku paznokciach miałam prześwity (głównie na prawej ręce, którą zawsze mi się gorzej maluje, widocznie nakładam na nią cieńsze warstwy, też tak macie? :)), dlatego dołożyłam jeszcze trzecią warstwę. Nie zauważyłam pogłębienia koloru, a i końcówki w pewnym świetle nadal były widoczne. Chyba po prostu "ten typ tak ma". Jednak wcale mi to nie przeszkadza, bo bardzo polubiłam ten kolor.

w świetle dziennym


A czy Wam też się spodobał tak samo jak mi, czy nie bardzo?

środa, 25 września 2013

Lumene, Keep it cool, krem nawilżający redukujący zaczerwienienia

Dziś opiszę Wam krem nawilżający do twarzy redukujący zaczerwienienia firmy Lumene.


Krem znajduje się w miękkiej, stojącej "na głowie" tubce, z której łatwo wycisnąć krem. Pod koniec jednak warto ją rozciąć, ponieważ na dnie zostaje jeszcze trochę kremu na kilka użyć.


Krem przeznaczony jest dla cery normalnej, mieszanej i tłustej oraz dla suchej skóry. Czyli dla wszystkich.

Konsystencja jest lekka, podczas rozsmarowywania wręcz trochę wodnista, dzięki czemu niewielka ilość wystarcza do posmarowania całej twarzy.


Krem szybko się wchłania, twarz się po nim nie świeci i nawet faktycznie jest trochę zmatowiona. Na twarzy nie pozostaje tłusta warstwa, jedynie delikatna otoczka - po prostu czuć, że czymś posmarowaliśmy twarz. Myślę, że na dzień ten krem też by się nadawał, jednak ja używałam go tylko na noc (po prostu na dzień kremów nie używam, wystarczy mi BB krem wszystko-w-jednym).
W pierwszym tygodniu używania zauważyłam, że na twarzy wyskoczyło mi kilka krostek - myślę, że to przez zawartość kwasu salicylowego, chyba skóra się w ten sposób "oczyściła", bo syfki szybko zniknęły i potem już się nie pojawiały.
Krem dobrze nawilża, rano budziłam się z miękką i gładką skórą. Czy krem zmniejsza zaczerwienienia to trudno mi powiedzieć, ponieważ takowych nie posiadam. Jedynie mam naczynka na płatkach nosa, ale z nimi nic nie zrobił.

Jeszcze wspomnę o zapachu, który jest dość intensywny. Ogólnie nie lubię, jeśli krem do twarzy mocno pachnie, ale w tym przypadku mi nie przeszkadza, ponieważ kojarzy mi się z moimi ulubionymi perfumami DKNY Be Delicious. Nawet któregoś dnia mama mnie zapytała, co tak pachnie ogórkiem. :)

Krem wystarczył mi na około 3 miesiące codziennego używania na noc.

Skład dla zainteresowanych (podobno zawiera 90% naturalnych składników):






Podsumowując, bardzo przyjemnie mi się tego kremu używało i go polecam, jest niedrogi (ok. 17 zł) i warto wypróbować, a może na zaczerwienienia też podziała?


poniedziałek, 23 września 2013

Balea, krem do rąk Beutiful Berries

Dziś opiszę Wam krem do rąk firmy Balea z letniej limitowanej edycji.


Krem znajduje się w miękkiej tubce, z której łatwo wycisnąć produkt.

Zapewnienia producenta (jeśli rozumiecie niemiecki):


Pozwolę sobie w skrócie przetłumaczyć, że krem na nawilżać, a przy tym mieć pyszny aromat jagód. Zawiera pantenol oraz oliwę z oliwek dla uczucia gładkiej i elastycznej skóry. Lekka konsystencja łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania, bez uczucia tłustości.

A jak jest naprawdę?


Konsystencja jest raczej z tych gęstszych, a podczas rozsmarowywania zmienia się w taką tłustawą, przez co trzeba poświęcić chwilę na wsmarowanie (krem nie wchłania się błyskawicznie). Lepiej nie wycisnąć go za dużo, bo wtedy może być problem z wchłonięciem.
Jak już dobrze wmasujemy krem, to dłonie faktycznie są gładkie, zostaje na nich jedynie delikatna otoczka.
Poza tym krem dobrze nawilża, ja dużo nie potrzebuję i teraz mi wystarczy jak posmaruję dłonie kremem tylko na wieczór, potem cały dzień są gładkie.

Zapach kremu jest dość intensywny, słodki, czuć owoce leśne. Woń ta utrzymuje się nawet do 2 godzin od posmarowania, co dla niektórych może być wadą. Mnie już zaczyna denerwować i chyba sięgnę po inny krem.

Dla zainteresowanych skład:


Ogólnie polecam ten krem, jest dobrym nawilżaczem, a jeśli lubicie słodkie i owocowe zapachy, to na pewno Wam przypadnie do gustu.

piątek, 20 września 2013

Triangle nails

Dziś pokażę Wam moje pierwsze zdobienie z wykorzystaniem taśmy klejącej. Postanowiłam zrobić trójkąty, ponieważ wydały mi się najprostsze.

Na początek poszła prawa ręka i na niej spróbowałam z taśmą izolacyjną (gdzieś czytałam, że taka jest lepsza). Jedna nie był to dobry pomysł, bo nie dość, że podczas zrywania taśmy ściągał się też lakier, to jeszcze na paznokciach w kilku miejscach został mi klej z tej taśmy.

Dlatego lewą rękę zrobiłam z wykorzystaniem zwykłej, przezroczystej taśmy.


Do zdobienia użyłam jako lakieru podkładowego Avon Nailwear Pro+ Serene, a trójkąty zrobiłam piaskiem z Lovely.

Na wyschnięty lakier podkładowy (na drugi czy trzeci dzień od pomalowania), przykleiłam taśmę i nałożyłam dwie warstwy lakieru piaskowego. Poczekałam aż wyschnie (ok. 15 minut) i szybkim ruchem odrywałam taśmę. Tu wyszło zdecydowanie lepiej niż z wykorzystaniem taśmy izolacyjnej, chociaż i tak w kilku miejscach lakier chciał odchodzić razem z taśmą, jednak wystarczyło go trochę docisnąć palcem i się trzymał (a jako, że to piasek, to nie widać na nim odcisków palców).

Na wierzch nałożyłam top, a całość popsikałam wysuszaczem z Avonu, żeby szybciej wyschło.




Jak Wam się podoba takie zdobienie? Mnie kojarzy się trochę z półwyspem na morzu. :)

Może macie jakieś rady, jak poprawnie robić takie zdobienia z taśmą? Ostatnio czytałam, żeby odrywać ją jak jeszcze lakier jest mokry?

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...